• Wpisów:4
  • Średnio co: 282 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 15:03
  • Licznik odwiedzin:1 329 / 1415 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Pasja namiętności, blog o dramione i fremione.
http://fred-hermiona-draco.blogspot.com/
Na razie tylko 14 rozdziałów, we wrześniu kolejny post.
 

 
Miniaturka połączona z TVD i Violetta, jest to część 1 z dwóch.

Byłem w Argentynie dokładniej w Buenos Aires, dawno tu nie byłem. Ostatni raz byłem tutaj w w latach osiemdziesiątych. Nie wiedziałem co przygoniło mnie to Argentyny, może śmierci Eleny mojej ukochanej Eleny. Bardzo za nią tęskniłem, Stefan również wyjechał gdzieś z Caroline w końcu są razem. Alleluja! Ric mój przyjaciel został w Mystic Falls razem ze swoją dziewczyna, zbytnio jej nie lubiłem a jej brata Kaia wręcz nienawidziłem. Bonnie ledwie wróciła do żywych a ten odebrał Elenie życie, tak po prostu bez mrugnięcia okiem. Nie wiem czemu się dziwie zabił, całą swoją rodzinę właściwie większość. Byłem w parku, spacerowałem po nim gdy dostrzegłem śliczna czarnowłosą dziewczynę z daleka kogoś mi przypominała grała na gitarze i śpiewała. Miała piękny delikatny głos. Znikąd pojawił się obok niej jakiś chłopak, nawet przystojny miał ciemne włosy, czarne skórzane spodnie z łańcuchem opadającym w dół i szary T-shirt. Nastolatka zaprzestała śpiewać i pocałowała chłopaka w usta, przyglądałem im się przez jakiś czas w końcu odwróciłem wzrok. Jednak nadal słuchałem.
- Dziś Viola robi małą imprezę dla przyjaciół. - powiedziała czarnowłosa dziewczyna, chłopak skinął głową twierdząco. Interesujące, przemknęło mi przez głowę może też powinien się na niej zjawić dodał w myślach.. Muszę tylko zadbać o adres tej całej Violi i znajdę się na imprezie przy okazji nakarmię się. Nie karmiłem się już ludźmi jednak jeszcze czasem to robiłem teraz po śmierci Eleny zdarzało mi się to dużo częściej. Z resztą ludzkie życie było bez znaczenia dla mnie, ludzie to posiłek a ja jestem wampirem. Żywię się ludźmi właściwie ich krwią, wystarczyła wbić się w ich tętnice szyjną we właściwe miejsce.
- Muszę już iść obiecałam Violettcie że będę wcześniej. - powiedziała Włoszka, miała włoski akcent więc z łatwością zorientowałem się że jest z Włoch. Młodzieniec skinął głową nie pocieszony i pocałował delikatnie w usta, teraz musiałem tylko wykorzystać moment i zdobyć adres Violetty. Włoszka odeszła a ja znalazłem się przed chłopakiem, przyglądnąłem mu się uważniej był w miarę przystojny. Jeżeli już miałby obiektywnie oceniać.
- Chcesz autograf? - zapytał pewnie siebie z dumnym uśmiechem na ustach, posłałem mu dosyć bezczelny uśmiech, przekręciłem głowę w bok był człowiekiem z pewnością jego dziewczyna również. Westchnął z rezygnacja, nie był w tym momencie głody więc się nim nie pożywi.
- Właście to nie. Chce adres Violetty. - oznajmiłem używając na nim perswazji, bez żadnego sprzeciwu podał adres tej całej Violetty. - A teraz zapomnij o tym co się tutaj teraz wydarzyło. - dodałem i zniknąłem z pola widzenia. Prościej było by iść za tą dziewczyna jednak wolałem użyć perswazji na tym młodzieńcu. Jakoś było więcej zabawy, Stefan i Elena by tego nie pochwalali ale to nie był ich problem a właściwie to już tylko mojego młodszego brata. Muszę w końcu przyzwyczaić się do myśli że Gilbert już nie ma. Wróciłem do domu w którym pomieszkiwałem, właścicielka no cóż już nie żyła. Wziąłem krótki prysznic, ubrałem się w czarne jensy i czarna bluzkę a na to oczywiście moja ukochana skórzana kurtka. Spojrzałem na zegarek było grubo po siedemnastej, postanowiłem że już wyjdę i przejdę się do domu tej całej Violetty. Doszedłem tam nawet szybko, zadzwoniłem dzwonkiem po chwili otworzyła mi nawet ładna dziewczyna, miała blond włosy z pewnością nie był to jej naturalny kolor włosów. Uśmiechnąłem się uwodzicielsko w jej stronę, nieśmiało odwzajemniła gest.
- Powiesz że jestem twoim starym znajomym, poznaliśmy się kiedyś przez przypadek gdy wyszłaś z domu i zgubiłaś się a ja ci pomogłem. Jestem Damon. - rozkazałem i przedstawiłem się dziewczynie, na ustach młodej nastolatki pojawił się ogromny uśmiech. Namieszanie jej w głowie to najlepszy wybór w tej sytuacji.
- Damon, tak się cieszę że cię widzę. - powiedziała z zadowoleniem blondynka rzucając mi się na szyję, obiłem ją delikatnie. Była bardzo szczupła jak na swój młody wiek, praktycznie nic nie ważyła. Zaprosiła mnie do środka, w salonie było już kilka osób między innymi ta dziewczyna z parku razem z tym chłopakiem, jakaś rudowłosa dziewczyna z ciemnoskórym chłopakiem, jakaś blondynka w towarzystwie ciemnowłosego chłopaka, był jeszcze jedne chłopak szatyn.
- Poznaj cię Damona. - przedstawiła go Violetta, zwróciłem większą uwagę na Włoszkę była taka piękna i delikatna, do tego wyglądała jak jego młodsza siostra, jego i Stefana. Podszedł więc do niej i wyciągnąłem dłoń w jej stronę uśmiechając się uwodzicielsko, przyjęła ją z chęcią.
- Ciao bella signora. - przywitałem ją z włoskim akcentem, całując jej dłoń. Uśmiechnęła się nieśmiało, jej chłopak widząc to spojrzał na mnie z nienawiścią w oczach. Złapał nadgarstek dziewczyny i pociągnął tak by puściła moją dłoń. Był zazdrosny, nawet mnie to nie dziwi. W końcu jestem bardzo przystojny i nie jedna dziewczyna chciała by ze mną być. Jednak ja kochałem tylko jedną.
- Jesteś Włochem, też jestem z Włoch. - powiedziała nie zwracając uwagi na swojego chłoptasia. - Przy okazji jestem Francesca, ale przyjaciele mówią mi Fran. - oznajmiła pewnie siebie Francesca. Miała nawet tak samo na imię jak ich siostra, nie mógł to być przypadek. Musiał dowiedzieć się o niej jak najwięcej.
- Tak ale z bratem, ojcem i..siostrą mieszkaliśmy w Mystic Falls. - wyznałem szczerze, mój głos zawiesił się na moment gdy mówiłem o siostrze. Stefan ucieszy się gdy tylko ją pozna muszę się z nim jak najszybciej skontaktować. Najlepiej jeszcze dzisiaj. Francesca zmarszczyła nosek słysząc nazwę miejsca mojego zamieszkania, jakby sobie coś przypomniała. Jednak nie skomentowała tego, ale było widać że tego chce. Wszyscy przyglądali nam się z zaciekawieniem.
- To jest Diego. Tam masz Ludmile i Federico. - wskazała na blondynkę w towarzystwie młodego chłopaka który uśmiechał się przyjaźnie. - Tam jest Cami, Broadway i Leon. - dodała czarnowłosa. Violetta przyglądała się im uważnie, czuła że coś tu nie gra.
- Damon, choć na chwilę. - powiedziała Viola ciągnąc mnie za sobą do kuchni. - O co tu chodzi? Wiem że coś jest nie tak. Co mi zrobiłeś? - zawarczała blondynka uderzając mnie w ramię, spojrzałem na nią jak na idiotkę. Posłałem bezczelny uśmiech i wbiłem się w jej tętnice szyjną, nie wiedziała co się dzieje. Była przerażona, czułem jej strach. Oderwałam się od jej szyj i kazałem zapomnieć o tym co się przed chwilą wydarzyło. Do kuchni wparowała Francesca, spojrzała nas nieco zdziwiona ale po chwili uśmiechała się słodko. Nakazałem blondynce zostawić nas samych.
- Dobrze Cię widzieć po tylu latach. - powiedziałem pojawiając się przed nią, odgarnąłem kosmyk jej włosów za ucho. - Musisz sobie przypomnieć. - dodałem szeptem. Brunetka przymknęła oczy na mój dotyk a potem szeroko otworzyła. Pod wpływem dotyku musiała sobie coś przypomnieć.
- Damon. - szepnęła ze łzami w oczach. - Jak..? - zapytała zdezorientowana dziewczyna. Nie pomylił się przypomniała sobie cząstkę, czegoś co wydarzyło się lata temu.
- Co sobie przypomniałaś ? - zapytałem z zaciekawieniem, brunetka spojrzała na mnie.
- Parę rzeczy Damonie, Katherine naszego brata Stefana i to jak Katherine mnie zabiła. - powiedziała ze złością i łzami w oczach. Bolał mnie jej smutek, nie mógł nic zrobić. Po latach dowiedział się że została zamordowana przez wampira a teraz okazuje się że to była właśnie Katherine.
- Możesz się cieszyć, ta szmata już nie żyje. - powiedziałem dotykając jej policzka, starłem łzę która spłynęła po jej policzku.
- Chce spotkać się ze Stefanem, wszystko sobie przypomnieć. - oznajmiła sucho czarnowłosa, odsuwając się ode mnie, kiedyś by tego nie zrobiła. Gdy byłem człowiekiem byłem bardzo zżyty ze swoim bratem i siostra, jednak nasze relacje zepsuła Katherine, zwłaszcza moje i Stefana. Przez co oddaliliśmy się od Francescki. To kuchni wszedł ten cały Diego, jej chłopaka zdecydowanie nie podobało mi się że ma chłopaka. Była moja siostra, zasługiwała na coś lepszego.
- Zadzwoń do Stefana i powiedz że jeszcze dziś ma być w Buenos Aires. - oznajmiła chłodno, łapiąc za dłoń Diega. - Cieszę się że Katherine nie żyje, oby cierpiała pod czas śmierci. - dodała jeszcze zimniej niż wcześniej, może jednak za dużo sobie przypomniała w jednej chwili.
- Zabił ją Stefan, jej jedyna prawdziwa miłość wcześniej patrzyła jak jej córka Nadia umiera. - oznajmiłem gdy wychodziła. Stanąłem przed nią, ugryzłem się w nadgarstek i napiłem swoją krwią. - Żebyś sobie wszystko przypomniała musisz przejść przemianę siostro. - powiedziałem i skręciłem jej kark.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nian, Ian Somerhalder & Nina Dobrev <3
 

 
Rebeka Mikaelson była piękna, młoda kobieta nigdy niczego jej nie brakowało, zawsze wszystko miała może poza rodzina szczęśliwa i prawdziwa rodziną. Marzyła o tym by ponownie być człowiekiem, jednak tak się nie stanie już nigdy, jej nie da się zabić. Każdy z jej rodzeństwa coś utracił jakąś cząstkę swojego człowieczeństwa. Tęskniła za jej zmarłymi braćmi Kolem, Finem i Henrikiem, był jeszcze jeden brat Aaron jednak on zmarł za nim się urodziła, tęskniła również za Klausem i Elijah właśnie z tą dwójka była najbliżej. Najbardziej z nim zżyta. Nie ważne było to jak bardzo każdy z nich mógł się nienawidzisz, zawsze żyli według definicji że rodzina jest najważniejsza poza Finem. Każdy z nich przez tysiąc lat uległ zmianie na gorsze, nawet Elijaha to że zawsze dotrzymywał obietnic i był moralnym wampirem nie znaczyło że jest niebezpieczny. Rebeka była we Włoszech w Volterze, pamiętała jak właśnie w tym kraju poznała Alexandra łowce również z pięciu który zasztyletował całą jej rodzinę. Wykorzystał ją i jej uczucia, była zła na niego jednak była w szoku gdy Niklaus go zabił. Blondynka pokręciła głowa wybijając tym swoje myśli daleko w dal. Szła jedna z ulicy, był dziś dzień Świętego Marka który wyzwolił Włochy od wampirów. Jednak prawda była taka że był wampirem i wyrzucił innych daleko stąd. Rebeka stanęła naprzeciwko zamku i wpatrywała się w niego z ciekawością. Przekręciła głowę w bok i uśmiechnęła się sarkastycznie do postaci wychodzącej z zamku. Był to mężczyzna dosyć wysoki osiłek który był ubrany w ciemne kolory na głowie miał kaptur. Patrzył na nią z lekkim zaskoczeniem na twarzy. Z pewnością zastanawiał się kim była i co tutaj robiła. Podszedł do niej szybkim krokiem i patrzył z wyczekaniem aż się odezwie. Jednak pierwotna nic nie powiedziała i zniknęła z prędkością wampira spod zamku. Ciekawiło ją co zrobi osiłek o dziwo pobiegł za nią, znalazł ją w ciemnym zaułku i uśmiechnął się do niej okrutnie.— Nie ma wyjścia moja droga. Aro chętnie z tobą porozmawia. — warknął wampir, blondynka stanęła przed nim i posłała mu uwodzicielski uśmiech. Była piękna i seksowna każdy facet miał do niej słabość a ona potrafiła to wykorzystać.
— Wybacz Kotku ale to moja gra. — oznajmiła i musnęła go w usta swoimi. Po chwili już jej nie było, postanowiła zabawić się kosztem tego całego Ara. Nie miał żadnych praw mieć władzy nad wampirami, tylko jej rodzina. Jako najstarsi i pierwotne wampiry. Pojawiła się w zamku w Volerrze i zjechała windą na dół. Zobaczyła młoda kobieta, była człowiekiem i pewnie sekretarka tych wampirów. Kobieta chciała ją zatrzymać i stanęła przed nią, skończyło się tym że padła na ziemie martwa. Nie była dziś w najlepszym humorze, musiała kogoś zabić i padło na tą osóbkę. Weszła do sali tronowej zwracając na siebie uwagę wszystkich zebranych.
— Kim jesteś ? — zapytał ostrym chłodnym głosem blondyn. Jedne z władców w Volterze.
— Rebeka Mikaelson. — przedstawia się nawet na niego nie patrząc i zaczęła oglądać sale, była dużo i przestronna. Za nią chodziło cały czas dwóch ochroniarzy w razie potrzeby. Denerwowało ją to. — Musi Cię sobie znaleźć nowa sekretarkę. — oznajmiła po chwili. Blondyn spojrzał na nią z oburzeniem, był nieco zły na nią.
— Czego chcesz panno Mikaeslon? — zapytał do tond milczący Aro. Blondynka posłała mu sarkastyczny uśmiech i zapytała:
— Bardzo ważnej rzeczy Aro. Jakim prawem ty i twoja niby rodzina rządzi cię wampirami?
Jej głos był chłodny i ostry, Aro spojrzał na nią zaszokowany nie spodziewał się takiego pytania z jej strony. Aro miał już coś powiedzieć jednak ubiegł go jego przybrany brat.
— Kim ty w ogóle jesteś?! Masz nas szanować, żyjemy ponad pięćset lat. — warknął ze złością i patrzył na nią ostro.
— Jestem pierwotną kochanie. — powiedziała słodkim a zarazem ironicznym tonem głosu. Obaj wampiry za nią padły martwe na ziemie, wzruszyła ramionami i opuściła zamek.



Taka tam, moja stara miniaturka o Rebece Mikaeslon, będącej we Włoszech w Volterze.
  • awatar It is important to believe in Narnia !: Świetne ! Masz talent do pisania . Nie powtarzałaś w jednym zdaniu tych samych wyrazów , używałaś rzadkich słów które tak na prawdę dodają książce uroku . Napisałaś również bardzo ciekawie . Według mnie niczego nie brakuje . Świetne :) .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›